Imperatyw katalogiczny – Eseje Georgesa Pereca

Książka jest odkrywcza i poruszajaca zarazem.
– Justyna Sobolewska – POLITYKA

INWENTARZ – Jerzy Franczak – Tygodnik Powszechny

Georges Perec
Urodziłem się. Eseje
Tłum. Zbiorowe
Wyd. I, LOKATOR
Kraków 2012

INWENTARZ

W eseju otwierającym „Urodziłem się” Perec stwierdza, że jego książki przynależą do czterech różnych pól – „czterech sposobów stawiania sobie pytań”. Pierwsze jest pytanie socjologiczne (jak spoglądać na codzienność?), drugie pytanie ma charakter autobiograficzny (jak opowiedzieć własne życie?), trzecie – ludyczny (wiąże się z zamiłowaniem do przymusów formalnych), czwarte zaś – fabularny (dotyczy upodobania do szalonych intryg i awanturniczych przygód).

 

1.

Młody Georges Perec chciał zająć się socjologią. Zaczytywał się pracami Lefebvre’a, Maussa, de Certeau i Barthesa, zamierzał nawet pisać doktorat pod kierunkiem Luciena Goldmanna. Wybrał jednak literaturę. W debiutanckich Rzeczach przeprowadził drobiazgową rekonstrukcję „życia bez treści” Jerôme’a i Sylvie, ich beznadziejnej pogoni za przedmiotami i przyjemnościami. Autor szybko zyskał międzynarodową sławę pisarza „socjologicznego” – krytyka burżuazyjnej mentalności i rozpasanej konsumpcji.
(więcej…)

Perec odkryty. Paweł Jasnowski, Mrówkojad*

Georges Perec
Urodziłem się. Eseje
Tłum. Zbiorowe
Wyd. I, LOKATOR
Kraków 2012

Zmarły przed trzydziestu laty Georges Perec pisał prawie przez całe życie, bez opamiętania i bez ustanku; niezmordowanie uciekając przed zapomnieniem, przed nie dającą się zagoić tragiczną blizną, przed rozłamem, pęknięciem i pustką (jak ująłby to samemu). Będąc odmieńcem, pozbawionym punktu odniesienia i wspomnień, ciągłości kultury i przynależności, będąc Żydem wywłaszczonym ze swojego żydostwa, Perec był zakorzeniony w tym, co nie miało miejsca, w nieobecności, w pęknięciu „na których – jak samemu pisał – opiera się każde poszukiwanie śladu, słowa, Innego”.

    Zbiory esejów pisanych pomiędzy 1965 a 1982 rokiem, które ukazują się właśnie w prawie pełnym wyborze w tomie Urodziłem się. Eseje, ukazują Pereca w pełnym świetle: poprzez listy komentujące jego projekty, ustępy ujawniające jego ambicje, poprzez wyliczenia, klasyfikacje, krótkie uwagi i wspomnienia. Pisane od czasu debiutu powieściowego (Rzeczy, 1965) aż do śmierci pisarza w roku 1982, są swoistym aneksem dopowiadającym, komentującym i objaśniającym jego twórczość, której rozległość i kształt mogą przyprawiać o zawrót głowy.
    Głównymi osiami perecowskiego dzieła są cztery pytania, które pisarz ciągle zadawał sobie samemu: „socjologiczne” (które prowokowało zapisywanie codzienności) „autobiograficzne” (które implikowało zapisywanie samego siebie), pytanie o charakterze ludycznym (odnoszące się do systemu przymusów, ulubionych lipogramów, panagramów i krzyżówek) i dotyczące powieściopisarstwa. Pola te powracają prawie w każdym z utworów Pereca, spośród których każdy jest do pewnego stopnia autobiograficzny i poddany określonemu systemowi przymusów, zawsze jednak odmienny i oryginalny, będący efektem ambicji, by uniknąć powtarzania samego siebie, by napisać to wszystko, co człowiek napisać może.
    (więcej…)

Śp. Georges Perec, czyli zagadka twarzy autora.

Georges Perec
Człowiek, który śpi
Tłum. Anna Wasilewska
Wyd. II, LOKATOR
Kraków 2011

 

Dwie czarne litery – ŚP – na białej okładce książki magnetyzująwzrok czytelnika. Literacka autobiografia opatrzona taką grafiką to nie lada gratka dla poszukiwaczy funeralnych osobliwości. „Człowiek, który śpi” Georgesa Pereca nie jest sentymentalną podróżą w krainę snu. To opowieść o kimś, kto ze snu (wiecznego) nie może się obudzić. 

Książka wchodzi w skład serii POTENCJALNEJ Wydawnictwa Lokator, która zawiera jeszcze dwa tytuły tego samego autora: Teatr I orazGabinet kolekcjonera (krążą słuchy, że niebawem kolekcja powiększy się o zbiór esejów, oby!). Zaryzykuję podsumowanie już na początku: drugie wydanie Człowieka…, bardzo dobry przekład i posłowie autorstwa tłumaczki, niewielki format i spory problem dla czytelnika. Dlaczego? Bo graficzna zabawa formą (świetny pomysł i realizacja PIOtra Kalińskiego), której przyklasnąłby sam autor, domaga się od niego uzupełnienia o zasadnicze pytanie: śp. bohater czy może śp. Perec?

Francuski pisarz należał do eksperymentalnej grupy OuLiPo (Ouvroir de Littérature Potentielle, czyli Pracowni Literatury Potencjalnej), której członkowie do dnia dzisiejszego posługują się literackimi metodami przetwarzania zasad logiki i matematyki, używają precyzyjnych struktur, piszą wedle rygorów konkretnych form, z których najczęściej stosowane są kalambury, rebusy, palindromy, lipogramy. Perec nie tylko podążał za tymi wyznacznikami (najlepszym przykładem lipogramu jest jego powieść La DisparitionZniknięcie, pozbawiona samogłoski „e” – istny horror dla tłumacza na obcy język!), ale też wprowadzał kolejne utrudnienia w grze prowadzonej z odbiorcą. Człowiek, który śpi tworzy świadomą strategię zaangażowania czytelnika. Z jednej strony mamy figurę autora, z drugiej – bohatera, którego historia przypomina losy pisarza: tak jak on przerywa studia (Perec nie skończył historii na Sorbonie), wycofuje się z kręgu znajomych i przyjaciół, zamyka w świecie powtarzanych czynności i spraw. W tej sytuacji czytelnik ustawiony zostaje w niewygodnej pozycji sędziego, który ma wydać orzeczenie: czy autobiograficzny rys postaci to dominująca perspektywa lektury? Jaką rolę ma spełniać czytelnik w scenariuszu gry, rozpisanym przez autora?
(więcej…)

„Bunt na jeziorach” Marcina Pawlika

Marcin Pawlik
Bunt na jeziorach
il:
M.Brunier-Mestas
Kraków 2012

 

Poezja Marcina Pawlika jest poezją bezsensu. W tym wyrażeniu zamykają się dwie najistotniejsze – moim zdaniem – cechy twórczości autora Buntu na jeziorach: językowa nadwrażliwość, której pokłosiem są liczne gry, żarty i prowokacje słowne; oraz – co smutniejsze – tematyka.

Smutno, bo Pawlik jest wnikliwym obserwatorem współczesności, którą trafnie przepisuje na metafory. Nie stawia diagnoz. Konstruuje obrazy poetyckie, będące zgrabną kompilacją tego, co osobiste z tym, co powszechne. Czy może raczej – jednostkowe doświadczenie opisuje za pomocą istniejących w masowej świadomości symboli. Rezerwuarem toposów i archetypów jest u Pawlika głównie kinematografia. Jeśli w tytule cyklu pojawia się figura Chrystusa (Last Temptation of Robinson Crusoe), to jest ona zapośredniczona przez dzieło Martina Scorsese, po czym przemilczana i zastąpiona postacią słynnego rozbitka, który z kolei okazuje się być podmiotem wierszy. Podobnymi (bez)zasadami rządzi się cały świat poetycki Pawlika. O zgrozo! Naznaczony bezsensem, jest niezwykle przekonujący. Jedyne pewniki tej rzeczywistości to niepewność, chwilowość, ulotność. Tu nic nie dzieje się naprawdę i nieodwołalnie, za nic nie trzeba brać odpowiedzialności, zawsze można odpuścić i zacząć się szlajać, ale tak / przemysłowo / i miałko, na przekór etyce,  – Bo jeśliby tu zacumować na dłużej – to co?. Skąd my to znamy.

Metaforą życia jest dryfowanie, podczas którego bohaterowie Buntu na jeziorach poddają się mniej lub bardziej przyjemnym, z reguły jednak absurdalnym doświadczeniom. Na ich określenie nie wystarcza podstawowa egzystencjalna terminologia. Słowa takie jak „miłość”, „śmierć”, „życie”, „szczęście”, „strach”, utraciły swoje desygnaty. Lepsze od wyświechtanych ogólników są odniesienia filmowe, cytaty z piosenek, potoczne frazesy, „zasłyszane” wypowiedzi. Kompetencja kulturowa, świadomość tradycji, jest tym, co dręczy głos mówiący: doświadczam skurczy pamięci, konstytuuje go, a zarazem jest nieprzystająca do rzeczywistości, w której ten istnieje. Patetyczne słowa pojawiają się na zasadzie kpiny lub deprecjacji, tworzą karkołomne konstrukcje poetyckie, bez składu i ładu: Na giełdach anieli podają kursy walut, / całkiem nieśmiało je podają, a przy stole chaos obsikuje / mi buty. / Obrośnięty jedynie przez sacrum, / owo ius postscriptum, / które ośmielę się zobrazować tu jako smycz. / Wyćwiekowaną smycz. Kawalkady skojarzeń – jak powyższa – w połączeniu z licznymi synestezjami, żywą sensualnością oraz symbolicznością opisów, przywodzą na myśl poetykę wysokiego modernizmu. Trop wydaje się trafny, gdy głębiej zastanowić się nad tytułem tomiku.

(więcej…)

Sentymentalna podróż „Ostatnich Mohikanów”, Karnet, Artur Jackowski

Gregory Michenaud
Ostatni Mohikanie
Kraków 2009 

Garncarz, rymarz czy tapicer – kiedyś trudno było wyobrazić sobie życie bez usług któregoś z tych zawodów. Rzemieślnicy cieszyli się ogólnym poważaniem, a szyldy ich firm widniały w centrum miast i miasteczek. Dziś lutnika, bednarza, gorseciarkę często próżno szukać, a ślady ich obecności zaciera coraz szybciej biegnący czas. Na wędrówkę po odchodzącym coraz bardziej w niebyt świecie zabiera nas Grégory Michenaud w wydanym niedawno albumie Ostatni Mohikanie. Przewodnik po miejscach niezwykłych.
Grégory to paryżanin, od 2000 roku mieszkający w Polsce. Osiadł na krakowskim Kazimierzu, który klimatem i sposobem życia przypominał mu rodzinne miasto nad Sekwaną. Wspólnie z Krzysztofem Michalskim (autorem tekstów) uchwycili magiczny skrawek rzeczywistości i zarejestrowali spadkobierców wielowiekowej nierzadko tradycji.
„Ostatni Mohikanie”, to opowieść o przemijaniu, odchodzeniu i o urodzie rękodzielniczej pracy, gdy niemal wszystko zdominowały już maszyny. To opowieść o ludziach, zatopionych, przeważnie samotnie, w swojej pracy – pasji, która na ich twarzach wyryła piętno podobieństwa do siebie. Grégory, za każdym razem gdy zbliża się do swych bohaterów, upodobnia się z kolei do nich. Stąd ich wyczuwalna na zdjęciach akceptacja dla niego i jego pracy. Taka odwzajemniona sympatia i rodzaj więzi – pisze o jego albumie Stanisław Markowski, uznany krakowski fotografik.
(więcej…)

TEATR I, Przekrój 18/2010, Adam Wiedemann

Georges Perec,
Teatr I
tłum. Jacek Olczyk
Kraków 2010
t. I serii POTENCJALNEJ
 


 

Gdyby sztuki Pereca ukazały się u nas w momencie swojego powstania (czyli na przełomie lat 60. i 70.), nie byłyby niczym nadzwyczajnym. Dziś są jak dwa egzotyczne ptaki w szarym sos-nowym lesie społeczno-politycznej dramaturgii, zarówno pisanej po polsku, jak i na polski tłumaczonej.
Muszę państwa zasmucić: tom „Teatr I” obejmuje całość dorobku teatralnego pisarza (jeśli nie liczyć kilku niemieckich słuchowisk, które istnieją jedynie na taś-mach), ukazał się tuż przed jego śmiercią. „Teatru II” zatem, niestety, nie było i nie będzie. W obydwu pomieszczonych tu utworach autor stosuje właściwe sobie „przymusy” (czyli ścisłe formalne dyrektywy), które z jednej strony prawdopodobnie sprawiały, że w ogóle mógł cokolwiek napisać, z drugiej zaś czyniły go najbardziej charakterystycznym członkiem słynnej grupy OuLiPo (czyli Pracowni Literatury Potencjalnej). Pierwsza sztuka, „Podwyżka”, to pastisz ankiety ujmującej smutny los pracownika niższego szczebla w siatkę pytań i odpowiedzi stawianych i udzielanych przez sześć „osób” reprezentujących określone „funkcje logiczne”. Ich bezlitosny w swoim obiektywizmie dialog prowadzony jest początkowo z pełną powagi ścisłością, stopniowo jednak przymusy się rozluźniają, funkcje poczynają drwić ze swoich funkcji i całość przeobraża się w rodzaj skeczu, którego kabaretowy impet uderza w coraz to bardziej nieporadnego (wobec rozrastania się firmy), starzejącego się, bez-imiennego i niemego bohatera. 

(więcej…)

MISTYFIKACJA, Jerzy Franczak

Georges Perec
Gabinet Kolekcjonera
tłum. W. Brzozowski
Kraków 2010

 

Ponoć do napisania tego dziełka zainspirowała Pereca reprodukcja obrazu Willema van Haechta. Widzimy na nim kolekcjonera Cornelisa van der Geesta w otoczeniu znakomitych gości, możnowładców i artystów, którzy podziwiają jego niezwykłą kolekcję. Perec postanowił dać w słowie jego odpowiednik; stworzył wyimaginowaną kolekcję i wypełnił ją obrazami, a raczej – opisami obrazów… No właśnie, gra odbić, którą wprawia w ruch, początkowo przypomina zabieg z gatunku „mise en abyme”, szybko jednak zmienia się w literackie „trompe l’œil”. Perec nie bawi się w nieskończone powielanie przedstawień, lecz stawia przewrotne pytania o relacje między kopią i autentykiem, o status fikcji, o mechanizmy reprezentacji.
Fabuła „Gabinetu kolekcjonera” osnuta została wokół historii pewnej mistyfikacji. Oto na aukcji wystawione zostaje dzieło amerykańskiego malarza Heinricha Kürza, przedstawiające piwowara Hermanna Raffkego oraz jego kolekcję. Setka obrazów (w tym dzieła Van Eycka, Holbeina, Delacroix czy Poussina) została tu pieczołowicie zminiaturyzowana. Ale na tym nie koniec: w centrum obrazu znajduje się bowiem „Gabinet kolekcjonera”, a na nim „wszystkie te obrazy na nowo pomniejszone”. Zdumieni widzowie poczęli porównywać oryginały z ich kopiami i natrafili na szereg drobnych przekształceń; każde kolejne przedstawienie wprowadzało jakiś nowy, znaczący detal. Rzekome kopie ujawniały się więc jako reprezentacje, swego rodzaju różnicujące powtórzenia, otwierające pole grze malarskich znaków w nieskończoność.

(więcej…)

Franczak na wakacjach albo „teraz jesteś tatusiem”, Olga Szmidt

Wydawnictwo LOKATOR,
Kraków 2011 

Jerzy Franczak
Ilustracje: Sonia Franczak

wydanie pierwsze
ISBN: 978-83-61962-32-8

W zaskakującym pod wieloma względami zbiorze esejów, Jerzy Franczak zmienia się niemal nie do poznania. Zmiana nie polega oczywiście tylko na tym, że wybiera esej zamiast wydawanych ostatnimi czasy powieści. Po błyskotliwych, a chwilami wręcz brawurowych, Grawitacjach (zbiorze esejów z 2007 roku), czas na Kwiatki. Eseje te mają być dalszym ciągiem, kontynuacją Grawitacji. Tymczasem rzecz to całkiem inna.
Ta niewielka książka ma tak naprawdę dwóch autorów. Obok tekstów Franczaka zobaczy czytelnik obrazki. Inaczej jednak niż w przypadku na przykład Pacynek ich autorem nie jest PIO, ale Sonia – córka pisarza. Pamiętana z Grawitacji, szczególnie z ostatnich tekstów, tym razem gra podwójną rolę – jest jednocześnie bohaterką większości esejów i autorką, dodających całemu zbiorowi dziecięcego uroku, obrazków. Ruch to zastanawiający z wielu powodów. Powstaje bowiem pewien problem ze stwierdzeniem, jaka dokładnie ma być ich funkcja – teksty nie są przecież urywkami dziennika, autentykami, często odnieść można wrażenie, że są fikcjonalizowane, co zresztą uważam zdecydowanie za ich walor. Z kolei taki właśnie charakter mają obrazki – są wprost przeniesionymi rysunkami małej dziewczynki. Problem więc jest taki, że czytelnik może mieć wiele trudności ze zinterpretowaniem tego, bardzo przecież oryginalnego i ciekawego, rozwiązania, nie mając, by tak akademicko rzec, do tego narzędzi. Ocena nie będzie dotyczyć więc raczej samych obrazków (byłoby to zresztą niezbyt rozsądne), ale samego ich umieszczenia w tomie esejów. Jedne i drugie publikowane były wcześniej w „Mrówkojadzie” – dla stałych czytelników tegoż będzie to więc raczej powtórka z rozrywki, ewentualnie przyjemność lekturowa w myśl zasady, że najbardziej lubimy te piosenki, które znamy – co też nie jest w tym kontekście bez znaczenia (na myśli mam oczywiście swobodny charakter czasopisma).

(więcej…)

OSZUSTWO W KAWAŁKACH, Anna Arno

Georges Perec
Gabinet Kolekcjonera
tłum. W. Brzozowski
Kraków 2010

 

„Kolekcjoner? To nieszkodliwy maniak, który oddaje się układaniu znaczków w albumach, nabijaniu na igłę motyli lub przeglądaniu erotycznych rycin. Albo też kolekcjoner jest uważnym widzem, który pod pretekstem miłości do sztuki kupuje tanio arcydzieła aby odsprzedać je ze znacznym zyskiem. A może kolekcjoner to raczej osoba z towarzystwa, właściciel pałacu pełnego antyków, dziedzic kolekcji obrazów, z których najpiękniejsze pozwala podziwiać na błyszczących kartach luksusowych magazynów”. Takie oto trzy alternatywne portrety kolekcjonera nakreślił Krzysztof Pomian we wstępie do swojej książki o kolekcjonowaniu1. Zauważył także, że kolekcja wzbudza powszechny podziw dopiero wtedy, kiedy posiada znaczną wartość ekonomiczną, w przeciwnym wypadku stanowi raczej hobby, niewinny kaprys.
W eseju Rozważaniach o okularach Georges Perec zwierzał się ze słabości do pewnej dużej, pięknie wykonanej lupy. „Tak ją lubię, że umieściłem ją na okładce książki Gabinet kolekcjonera, poświęconej precyzyjnemu opisowi obrazu”2. Georgesa Pereca zafascynował popularny w siedemnastowiecznej Antwerpii temat gabinetu kolekcjonera. Pierwszego impulsu dostarczył obraz Willema van Haechta Gabinet kolekcjonera Cornelisa van der Geesta (1628), znaleziony w książce poświęconej temu gatunkowi3. Na płótnie flamandzkiego malarza, pośród przepychu sztuki, dumny zbieracz przyjmuje gości, wśród których są arcyksiążę Albert i jego małżonka Izabela, polski książę Władysław Zygmunt (przyszły Władysław IV), a także Rubens i Van Dyck. Jak wyznawał Perec w wywiadzie, zafascynował go pomysł obrazu, który „sam w sobie stanowi muzeum, jest przedstawieniem serii obrazów, a na nich czasami jest jeszcze jeden obraz przedstawiający serię obrazów. Bardzo spodobały mi się te kolejne odbicia [mises en abyme]”. Gabinet kolekcjonera stanowi literacki odpowiednik takiego płótna. Opisy poszczególnych malowideł zostały „powieszone obok siebie”, tworząc wyimaginowaną galerię. Krótkie odcinki narracji zostały przedzielone ujętymi w nawias cytatami ze „źródeł”, które potwierdzają wartość i autentyczność opisywanych dzieł. 

(więcej…)