Surrealizm radosny Tomasza Wiśniewskiego – Justyna Sobolewska

Czasami życie bardzo przypomina literaturę.

Otóż ostatnio zdarzyło tak, że ktoś z mojej rodziny zostawił torbę ze wszystkimi dokumentami, pieniędzmi, kartami i telefonem w autobusie. Nawet nie wiedział, gdzie to się stało. I kiedy zrezygnowani siedzieli potem w kuchni, zastanawiając się, co robić, nagle odezwał się telefon. – Tu kierowca autobusu, mam torbę, jestem tu i tu!

Ruszyli więc w pościg za autobusem, który cały czas był przystanek przed nimi. W końcu, cudem, udało się dopaść torbę! Ta surrealistyczna historia z dzwoniącym kierowcą i happy endem mogłaby znaleźć się w debiutanckim zbiorze opowiadań Tomasza Wiśniewskiego „O pochodzeniu łajdaków” (Wydawnictwo Lokator).

Zwykłe sytuacje, spacery, jazda tramwajem, oglądanie telewizji, spotkania na klatce schodowej zamieniają się u Wiśniewskiego w niespodziewane przygody. Bohater tych opowieści jest jak współczesny Don Kiszot, zresztą w jednym z opowiadanek dosiada konia i wyrusza skończyć z barbarzyństwem w mieście.

(więcej…)

Trójkowy znak jakości – „O pochodzeniu łajdaków”


Zdaniem Michała Nogasia nikt w Polsce od dawna nie pokusił się, by pisać w takim stylu, w jakim zrobił to Tomasz Wiśniewski. – Znakomity absurd tylko i wyłącznie dla absurdu. Opowiadania są surrealistyczne, a jednocześnie optymistyczne – dodał Nogaś. 

Na 97 stronach debiutantowi Tomaszowi Wiśniewskiemu udało się zmieścić w sumie aż 47 opowiadań, a ilustracje do książki wykonała Joanna Grochocka.

Z nagrania audycji można się też dowiedzieć, kim jest Tomasz Wiśniewski i dlaczego jego proza wnosi „odświeżający powiew niekonwencjonalności” do polskiej literatury. Fragmenty książki czyta Wojciech Mann, który nieoczekiwanie zamienia się w rycerza jadącego konno po warszawskim Moście Poniatowskiego…

Tytuł audycjiTrójkowy znak jakości 
Prowadzi: 
Michał Nogaś, Wojciech Mann
Data emisji: 
29.01.2016
Godzina emisji: 
7:44

Polska literatura w 2015 roku – 10 najlepszych – MATEUSZ WITKOWSKI

Mateusz Pakuła „Panoptikos”
Uznałem, że tego typu zestawienie to dobra okazja, aby wyciągnać na światło dzienne perełkę, o której w innym wypadku pewnie mało kto usłyszy. No bo powiedzmy sobie szczerze – ilu jest polskich dramatopisarzy, których teksty sprzedają się w przyzwoitych nakładach? Przychodzi mi na myśl pięć nazwisk, z czego trzy należą do osób nieżyjących. Jeśli chodzi o wciąż aktywnych twórców: Demirski, Masłowska i długo, długo nic. Nie czarujmy się zresztą: Masłowska dramatopisarka sprzedaje się dużo gorzej niż prozaiczka/felietonistka, a Demirski (mimo niewątpliwego talentu) to na gruncie literackim zjawisko niszowe.
Tymczasem ubiegły rok przyniósł nam„Panoptikos” Mateusza Pakuły, zbiór tekstów laureata Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej wydany przez małą oficynę Lokator. Choć Pakuła należy do wiodących polskich twórców teatralnych, a jego dramaty są wystawiane w całej Polsce, jego nazwisko raczej niewiele mówi tzw. przeciętnemu czytelnikowi. A szkoda. Krakowski twórca to doskonały stylista obdarzony niewiarygodnym literackim słuchem, a przy okazji – nie boję się tego określenia – jeden z najwybitniejszych polskich poetów, poetą sensu stricto wcale niebędący. Pakuła drze język na kawałki, majsterkuje, remiksuje, dając czytelnikowi porażającą, wielowarstwową całość. Na zachętę: bohaterami jednego z dramatów zawartych w zbiorze są misie mówiące wersami z piosenek Bryana Adamsa. Czy potrzeba jeszcze jakiejś rekomendacji.
czytaj całość >>> 

ROK 2015 W POLSKIEJ POEZJI – SIERPIEŃ – Aldona Kopkiewicz


1. Przyjrzyjmy się najpierw debiutom. Trzy wyróżniłabym szczególnie: Sierpień Aldony Kopkiewicz (Lokator Media), Apokalipsę. Afer party(Dom Literatury w Łodzi) Piotra Przybyły oraz BMichała Pranke (Dom Literatury w Łodzi). To one moim zdaniem mają najwięcej do zaoferowania czytelnikom i poezji – choć warto też odnotować (choćby ze względu na ilość pojawiających się komentarzy) zdecydowanie słabsze debiuty: Oliwii Betcher Poza (Zaułek Wydawniczy Pomyłka), Jolanty Nawrot Płonące główki, stygnące stópki(WBPiCAK w Poznaniu) czy Lekki chłód Hanny Janczak (Wydawnictwo Igloo).

Sierpień Aldony Kopkiewicz to – nieproporcjonalnie szczupły do złożoności pojawiających się tam znaczeń – zapis asysty przy umieraniu ojca. Kopkiewicz ani zbytnio nie metaforyzuje języka swojej historii, ani nie ucieka się do naturalizmów; wydaje się całkowicie odporna na przyciąganie konwencji melancholijno-żałobnej. Pozwala raczej w pełni wybrzmieć dyskretnie zarysowanym obrazom, prostym konstrukcjom, elementarnym frazom. Autorka zawiązuje z nami pakt autobiograficzny, ale idzie też zupełnie sama meandrami halucynacji, mirażu i baśni. Warto podkreślić, że swoją prostą, a zarazem sugestywną frazą Kopkiewicz ustala w jakimś sensie (ponownie) brzegowe warunki języka. Jej Sierpień to reset skonwencjonalizowanego pisania o śmierci w polskiej poezji, wyrwanie się z kręgu paru podstawowych obrazów „ja” opłakującego stratę, ale też, co istotne, pokaz ambiwalentnego układu sił psychicznych w rodzinie. Bardzo inteligentnie wszystko to zrobione.

Czytaj całość >>> 

POLSKIE RADIO – NOTATNIK DWÓJKI – Maszyna do napędzania literackich opowieści!

Warsztat Literatury Potencjalnej (grupa Oulipo) działa we Francji od 55 lat. Dla literatów należących do tej grupy, przypominała w Dwójce Anna Wasilewska, nieistotne są założenia ideologiczne czy światopoglądowe. – Liczy się wyłącznie arbitralnie przyjęty rygor, który pozwala budować trwałe struktury literackie: maszyny napędzające rozmaite narracje – wyjaśniała tłumaczka.

Do takich rygorów należy choćby stworzenie powieści bez najczęściej występującej w języku francuskim samogłoski. Książka ta („La Disparition” G. Pereca) dowodzi jednak, że nie samą grą językową twórczość Oulipo żyje. Powieść bez „e” jest jednocześnie historią o, nie tylko rodzinnym, dramacie.

>>>

Tytuł audycji:
 Notatnik Dwójki >>>
Prowadzi: Ewa Stocka-Kalinowska
Goście: Anna Wasilewska i Jacek Giszczak (tłumacze literatury francuskiej)
Data emisji: 3.12.2015
Godzina emisji: 13.00

LUBIĘ TU BYĆ – O Lokatorze na Dwutygodniku

LUBIĘ TU BYĆ
ROZMOWA Z PIO KALIŃSKIM, MATEUSZEM PAKUŁĄ i Gosią Walendowską

Żyjemy w epoce wygody. Im łatwiejszy dostęp do literatury, tym lepiej. Nie mam problemu z tym, że ludzie kupują książki w dyskontach. Trzeba się cieszyć, że w ogóle czytają. A u nas w Lokatorze można nie tylko kupować, ale też oglądać i rozmawiać o książkach
MJ: Jak doszło do tego, że wydajesz książki autorów z grupy OuLiPo?

PIO: Zaczęło się od przenosin na Krakowską i od „Mrówkojada”, który wtedy wystartował. „Mrówki w czekoladzie” – czyli niezależny art-zin na najdziwniejsze tematy, wyszło tego aż 99 numerów – rządziły na Meiselsa.
Natomiast na Krakowskiej 27 bardzo dużo się zaczęło dziać, natłok imprez, koncertów, wystaw. Stworzyliśmy pismo, żeby powstała o tym wszystkim jakaś pamięć. Sporo się w nim udzielali Jacek Olczyk, Jurek Franczak, Grzegorz Jankowicz, ale też Jan Gondowicz, który pisał wykłady patafizyczne, Agnieszka Taborska, która do każdego numeru pisała felietony. Bardzo fajna grupa ludzi.
Jacek Olczyk – przetłumaczył „Teatr 1” Pereca. Od tego się zaczęło. Jak to oceniam z dzisiejszej perspektywy, to był największy błąd wydawnictwa, że „Teatr 1” poszedł na pierwszy ogień. To książka, która nawet dzisiaj się zupełnie nie sprzedaje, a ludzie sięgają po nią dopiero wtedy, kiedy kupią inne książki Pereca. Teraz dopiero mógłbym ją spokojnie wydać. Ale trzeba popełnić swoje pierwsze błędy. Wtedy to było wielkie wydarzenie: pierwsza książka z Serii Potencjalnej, plany na kolejne tytuły. To przedsięwzięcie zgromadziło też fajnych tłumaczy, bo i Annę Wasilewską, i Wawrzyńca Brzozowskiego. Dzięki temu kolejną książką był „Gabinet kolekcjonera”, który przetłumaczył Wawrzyniec, i „Człowiek, który śpi” w tłumaczeniu Anny Wasilewskiej. Natomiast lata wcześniej to Grzegorz Jankowicz zaraził mnie Perekiem po pierwszym wydaniu „Życia instrukcji obsługi”. Złamał kiedyś rękę i bardzo mu się nie chciało jechać na konferencję do Katowic, więc siedział w Lokatorze i przez cały dzień opowiadał mi fabułę „Życia instrukcji obsługi”. Zaraz po tym spotkaniu kupiłem własny egzemplarz. Później odbywały się spotkania patafizyczne, spirala została nakręcona, brnęliśmy w to dalej. A teraz, dzięki temu, że poznałem Jacques’a Joueta i bardziej osobiście wszedłem w struktury OuLiPo, jest mi łatwiej. Czuję się w tym świecie bardziej swojsko.

czytaj całość >>> 

REPUBLICA POETICA 33’03


W filmie wykorzystano wiersze autorów antologii „REPUBLICA POETICA 1.0: 111 wierszy”, nagrania warsztatów translatorskich z cyklu MANUFAKTURA POEZJI / MANUFACTURA DE POESÍA, wieczorów autorskich z cyklu POETA DZISIAJ / POETA HOY oraz dwujęzycznych maratonów poetyckich z cyklu REPUBLICA POETICA z udziałem polskich poetów.
(więcej…)

Czas jest kreską na gzymsie – Wioletta Grzegorzewska – Gazeta wyborcza

Kiedy nachodzi jesień, przebieram stos książek zgromadzonych przy łóżku i zastanawiam się, które z nich podać dalej, a które zostawić w biblioteczce, aby towarzyszyły mi później w przeprowadzkach i podróżach. W tym roku najgłębiej zapadł mi w pamięć impresywny portret dziadka dziewczynki nazywanej przez niego samego Lisim Oczkiem (vide: relacja Lisa i Małego Księcia), w którym dziadek pali mentolowe papierosy, udając samolot, biega z wnuczką po karczowisku, nadaje nazwy pniom drzew, przypomina imiona chrząszczy: wykarczaka sosnowego i żerdzianki szewca, ogląda kolekcję zakładek do książek, zrywa jarzębinę, gotuje barszcz czerwony. Wszystkie te obrazy pochodzą z pięknej książki szwedzkiej pisarki Idy Linde „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” przełożonej na język polski przez Justynę Czechowską.
(więcej…)

Jerzy Franczak – Tygodnik Powszechny – Republica Poetica 1:0

Inne wiersze powiedzą ci o świecie, większość mówi o słowie i milczeniu” – pisze Luis Vicente de Aguinaga (ur. 1971), meksykański poeta i profesor literatury.
To postać reprezentatywna dla grona jedenastu autorów, których teksty znalazły się w antologii liryków średniego i młodego pokolenia z krajów hiszpańskojęzycznych (Argentyna, Chile, Kolumbia, Hiszpania, Meksyk). Sto jedenaście utworów zaprezentowanych w tej dwujęzycznej edycji daje wgląd w słabo rozpoznaną przez polskiego czytelnika domenę i ukazuje różnorodność poszukiwań nowej generacji twórców. W tym polifonicznym zbiorze odnajdziemy średniowieczne stylizacje, białe sonety i polityczne manifesty, poezję konfesyjną, konkretną i interwencyjną. Pomimo kulturowej odmienności wiersze te są komunikatywne, zarówno wtedy, gdy sięgają po kody popkultury, jak i wówczas, gdy przemawiają językiem uniwersaliów. Ale i na odwrót… Może w zglobalizowanym świecie poezja to ostatni azyl dla różnicy opierającej się łatwemu przyswojeniu?

„Republica poetica 1.0. 111 wierszy”, red. M. Eloy Cichocka, przeł. W. Charchalis, M. Eloy Cichocka, M. Sarna, M. Szafrańska-Brandt, Manufaktura Poezji, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2015. 

Klasyka Reaktywacja: Marcin Sendecki „Rzeczy” Georgesa Pereca

Kiedy w 1965 r. ukazały się debiutanckie Rzeczy Georges’a Pereca, ich autor, nieśmiały absolwent socjologii, liczył sobie lat 29 i zajmował podrzędną posadę archiwisty w bibliotece paryskiego szpitala. Przystępując do pisania tej krótkiej książki, w roku 1961, Perec miał już za sobą cztery nieopublikowane próby powieściowe. (Do dziś tylko jedna z nich doczekała się druku: odnaleziony niedawno Kondotier, którego polski przekład Marzeny Chrobak wydano przed rokiem). Czteroletni wysiłek sowicie się opłacił. Dzięki Rzeczom Perec stał się nie tylko „prawdziwym”, publikowanym pisarzem, lecz także, po wyróżnieniu prestiżową nagrodą Renaudot, pisarskim celebrytą. Skądinąd chwilowym, chociaż równie wielkiego, jeśli nie większego rozgłosu doczekał się dopiero po swym opus magnum, Życiu instrukcji obsługi z roku 1978. Italo Calvino nazwał tę książkę „ostatnim prawdziwym wydarzeniem w historii powieści”. Perec zmarł na raka płuc, dojmująco przedwcześnie, w 1982 roku, Calvino trzy lata później, lecz jego opinia, mimo wielu interesujących powieści, których nie miał szansy przeczytać, zdaje się w wciąż pozostawać w mocy.

Rzeczy. Historia z lat sześćdziesiątych (oryginalny podtytuł pojawił się bodaj dopiero w trzecim polskim wydaniu) to opowieść poniekąd pokoleniowa. Bohaterowie Pereca, Sylvie i Jerome, mogliby być jego rówieśnikami, podobnie jak on wykształconymi, niezamożnymi i poszukującymi miejsca w życiu. Różnica jest taka, że opisywana przez Pereca para uwiedziona jest nieposkromioną żądzą posiadania. Posiadania wszystkiego, co posiadać, jak im się zdaje, wypada, by żyć jak należy – i coraz bardziej sfrustrowanych niemożnością spełnienia swych pragnień. Czytano więc Rzeczy (i wciąż można je tak czytać) jako przenikliwą krytykę kapitalistycznego konsumpcjonizmu. Taka ich lektura odpowiada pewnie za rozgłos książki i natychmiastowe niemal przekłady. Co ciekawe, Perec miał wzięcie nie tylko na Zachodzie, lecz także za żelazną kurtyną, w czym udział miało zapewne zakończenie książki cytatem z Karola Marksa. Rzeczy przełożono na bułgarski, estoński, rosyjski, węgierski, rumuński, wydano je nawet w NRD. Przekład polski ukazał się w 1967 r., a we wstępie doń Anna Bukowska wskazywała zawarte u Pereca „ostrzeżenie przed nadmiernym zmaterializowaniem współczesnej cywilizacji, która tworząc warunki bogacenia się społeczeństw, jednocześnie duchowo wyjaławia je”.

KLASYKA REAKTYWACJA >>> RZECZY >>>