TEATRALIA.COM.PL > LORD PODRÓŻUJE (PANOPTIKOS)

Mateusz Pakuła w swoich dramatach operuje tak charakterystycznym językiem, że nie można go pomylić z żadnym innym współczesnym dramatopisarzem. Miesza ze sobą cytaty z kultury wysokiej i niskiej (o ile ta dychotomia jeszcze istnieje), wykorzystuje zróżnicowane konwencje – częściej filmowe, niż literackie. Postaci jego tekstów potrafią wielokrotnie zmieniać tożsamość, przedstawić naukowy wywód, by za chwilę radośnie wykonać piosenkę Lany Del Rey.

Te postmodernistyczne strategie nie służą jedynie erudycyjnym popisom (Pakuła zawsze na końcu tekstu podaje bibliografię), nie są również wyrazem braku inwencji twórczej (tej, autor Białego dmuchawca, ma w nadmiarze). Język staje się tutaj nie tylko głównym bohaterem dramatu, ale przede wszystkim strumieniem świadomości. Świat wykreowany w dramacie jest światem tego podmiotu mówiącego czy piszącego, światem rzeczywistym i wewnętrznym, realnym i fikcyjnym. Bohaterowie Pakuły i napisane przez niego didaskalia posługują się tym samym, pozlepianym z różnych fragmentów językiem. Można te dramaty czytać jak duży monolog, pełen sprzeczności i wewnętrznego dialogu. Podmiot mówiący czy piszący kreuje sam siebie poprzez konfrontacje z innymi dziełami, ich wchłanianie i przepisywanie. Sam autor się do tego przyznaje: „Trochę też jest tak, że w momencie, kiedy wykorzystuję jakieś cudze teksty, to traktuję je jak własne. Kiedy coś czytam, gdy coś mnie porusza emocjonalnie czy estetycznie, to zaczyna być moje. To „moje” jest bardzo istotne – Pakuła z wybranych przez siebie elementów tworzy nową, autorską, oryginalną całość. Twórczość Pakuły można łatwo prześledzić – jego teksty dość regularnie ukazują się w „Dialogu”, wydanych zostało kilka tomów jego dramatów. Dramatopisarz cały czas eksperymentuje z formą swoich tekstów – wydany przez LOKATORA najnowszy zbiór Panoptikos (z piękną okładką Kuby Woynarowskiego) jest tego świetnym przykładem. …

Stanisław Godlewski

czytaj całość>>>

Książki na ostro > Paulina Małochleb > Mistrz i uczennica

Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym ma niecałe 80 stron, operuje surowym, prostym stylem, dalekim od wielomówstwa polszczyzny, a jednocześnie zawiera niezwykle sensualny i bogaty opis świata, nie cofa się przed głębią emocjonalną. Największy dramat (rozpacz dziadka po śmierci żony) i największą radość (dziecięca zabawa w awarię samolotu wśród drzew) Linde wyraża tu za pomocą krótkich dialogowych scen, które właśnie przez oszczędny język wydają się bardziej sugestywne.

Świetna, paraboliczna opowieść o życiu i śmierci, o dorastaniu i o bólu rozstania, o radości z życia i fizyczności ubierania.

Czytaj całość >>>

ARTPAPIER > Michał Misztal > LUDZKIE BÓSTWO

Debiutancki album Nicolasa Presla „PRIAP” utwierdza w przekonaniu, że obok dorobku tego artysty nie można przejść obojętnie. Twórca „Fabryki” zasługuje na uwagę, i to z wielu powodów. Francuz, choć posługuje się ciszą, mówi bardzo dużo. A robi to w taki sposób, że czytelnik chce wysłuchać, co ma do powiedzenia.

Czytaj całość >>>

Boski nędznik > Mirosław Skrzydło > PRIAPE > PRESL

Francuski scenarzysta i rysownik Nicolas Presl uchodzi za jednego z najbardziej oryginalnych i dojrzałych europejskich artystów komiksowych, który w przeciągu krótkiej (trwającej dopiero od 2006 roku) kariery wypracował własny, niepowtarzalny styl. Postaci pojawiające się w jego osobliwych dziełach to upiorne ludzkie karykatury o wyraźnych cechach zwierząt, choćby rybie ślepia czy małpie nosy, a ton poszczególnych opowieści jest na wskroś pesymistyczny, dramatyczny i ponury. Presl z zegarmistrzowską precyzją ukazuje totalitarne systemy, zniewalające anonimowe trybiki bezdusznej rzeczywistości („Fabryka”), konfrontuje dzikość autochtonów ze ślepą moralnością renesansowych kolonizatorów („Boska kolonia”) czy w końcu zestawia ze sobą świat ludzki i zwierzęcy, które łączą się w zaskakujący, absolutnie niedopuszczalny sposób („Syn swojego ojca”). W „Priapie” przedstawia nam żywot przeklętego bóstwa, które musi borykać się z problemami typowymi dla śmiertelników.

Sam moment narodzin protagonisty recenzowanego albumu zwiastował nieprawdopodobny los nowo narodzonego dziecka. Oto po długim i ciężkim porodzie, zakończonym widokiem zmizerniałej kobiety, na świat przyszedł Priap o gargantuicznym przyrodzeniu. Rodziciele błyskawicznie porzucają swego potomka, którego pozostawiają na pustyni. Niemowlaka odnajduje poczciwy pasterz. Młodość chłopaka upływa w miarę beztrosko – z wyjątkiem momentów, gdy zazdrosny o jego powodzenie wśród płci pięknej przyrodni brat pastwi się nad nim psychicznie i fizycznie. Natura obficie wyposażyła Priapa, co sprawia, iż kolejne damy zabiegają o jego względy. W końcu młodzieniec musi opuścić rodzinę, która przyjęła go pod swój dach i wyruszyć do cywilizacji. Tam czekają na niego kolejne niebezpieczeństwa, spotkania z niesamowitymi osobami oraz nie zawsze miłe i przyjazne doświadczenia. Jesteśmy przekonani, że fatum nie opuści chłopaka, a jego życie naznaczone będzie ciągłym cierpieniem i agonią. Jednocześnie kolejne seksualne ekscesy Priapa wzbudzą spore obrzydzenie.

CZYTAJ DALEJ >>>

Łukasz Wróbel > Kultura Liberalna > BURGELIN > PEREC

Wakat. Wokół biografii „Georges Perec” pióra Claude’a Burgelina

Łukasz Wróbel

Książka Claude’a Burgelina to pierwsza biografia Georges’a Pereca dostępna na polskim rynku. Nie jest to jednak zwykły zbiór faktów. Burgelin opowiada o Perecu przez jego dzieło, pod którym kryją się mrok i otchłań wplątane w jego życiorys.

„Historia Pereca-pisarza zaczyna się po Zagładzie i bierze swój początek w popiołach Auschwitz. Będzie powoli narastać wokół tamtej pustki, za pomocą śladów przemienionych w litery, aby na końcu stworzyć konstrukcje zarówno doskonale rygorystyczne, jak i w najwyższym stopniu fantazyjne” – pisze Claude Burgelin, wskazując na klucz, wedle jakiego będzie postępował, pisząc biografię francuskiego architekta literatury.

Cała twórczość Georges’a Pereca obraca się wokół bezkształtu, bieli oraz pustki. Teza Burgelina jest następująca: autor „Człowieka, który śpi” opowiadał o sobie, nigdy o sobie nie opowiadając. Czasem można go zlokalizować jako zwornik „przymusów” [1] generujących powieści, jako nieobecne i puste nic przenikające koncepty, którymi spięte zostały kolejne książki. Czasem w ogóle nie sposób odnaleźć śladów jego obecności. Burgelin pisze biografię człowieka, którego życie wyrastało z egzystencjalnej pustki. Ale nie odnotowuje – co byłoby najprostsze, najbardziej prostackie i niekoniecznie cokolwiek mówiące – jedynie dat, wydarzeń, miejsc przebywania, zamieszkania, nie wymienia przyjaciół, znajomych, nauczycieli, przeczytanych książek, odwiedzonych krajów (a jeżeli tak czyni, to w niewielkim stopniu). Cały ten biografistyczny farsz średnio wypieczonych życiorysów podawanych ku uciesze gawiedzi zainteresowanej małymi sekrecikami życia wielkich pozostawia poza okładkami swojej książki. Michaił Bachtin pisał na przełomie lat 50. i 60., że istnieje pomost wiodący od „czystego autora” do „autora-człowieka”, ale prowadzi wprost do samego rdzenia, najgłębszego jestestwa człowieka (które i tak nie może stać się jednym z obrazów samego utworu). Tak też i Burgelin szuka czegoś dużo głębszego i bardziej autentycznego aniżeli prosta faktografia. Nie o rejestrację wspomnień znajomych pisarza tutaj chodzi, też nie o wspomnienia zawarte w jego książkach. Jeśli już, to o te książki (z ich regułami, „przymusami”) jako możliwe sposoby nawiązywania relacji z przeszłością, jako różne drogi prowadzące do wspomnień, do własnej biografii, do samego siebie. Może i do życia.

CZYTAJ DALEJ >>>

Tomasz Wiśniewski > Kultura Liberalna > RZECZY > PEREC

Fanatycy dobrobytu. O „Rzeczach” Georges’a Pereca

W 1965 r. ukazuje się debiutancka książka Georges’a Pereca „Rzeczy”. Powieść – odczytana jako krytyka rosnącego konsumpcjonizmu – szybko zdobywa uznanie czytelników. Dziś wznowienie jej polskiego przekładu wciąż dużo mówi o otaczającej nas rzeczywistości.

W odróżnieniu od innych dzieł Georges’a Pereca, „Rzeczy” zostały niemal bezzwłocznie przetłumaczone na język polski. Stało się tak nie dlatego, że w latach 60. w Polsce wyjątkowo dbano o wysmakowany gust krajowego czytelnika; wynikło to raczej z troski o szlif komunistycznej wrażliwości. Trudno nie dostrzec, że książka Pereca pozwalała uwiarygodnić obowiązującą w PRL-u narrację na temat moralnej nędzy kapitalizmu. Debiutancka powieść Francuza świetnie się do tego nadawała: jest napisana przez człowieka Zachodu, czyli bezpośredniego świadka domniemanej degrengolady, a jednocześnie stanowi krytykę obsesji konsumpcji, infantylnego egoizmu oraz bezwstydnego przepychu, dodatkowo wieńczy ją sentencja z Karola Marksa. Ten sposób interpretacji „Rzeczy”, szeroko rozpowszechniony i niepozbawiony zasadności, wymaga uzupełnienia, do którego pretekstem jest niedawne wznowienie książki nakładem wydawnictwa Lokator.

CZYTAJ DALEJ >>>

TEATR DLA WAS: WYSPY W MORZU NIEPOKOJU. „PANOPTIKOS” MATEUSZA PAKUŁY

Dramaty Mateusza Pakuły brzmią znajomo, są jak językowe lustro rzeczywistości, w którym na nowo usłyszeć można wszystko to, co nie zwróciło naszej szczególnej uwagi, kiedy przechadzaliśmy się po mieście, czytaliśmy książki czy przeglądaliśmy strony internetowe. W „Panoptikosie” odbić, zbliżeń i powtórzeń jest wiele. Powstaje w ten sposób złożona sieć nawiązań, przybierających formę cytatu lub pastiszu, mnożąca konteksty i możliwe ścieżki interpretacyjne. Ta sieć zarazem ogranicza i stwarza możliwości, otwiera nas na język i brutalnie w nim zamyka.

W „Panoptikosie” mamy do czynienia ze szczególnego rodzaju dokumentacją stanów i treści języka. Pakuła wielokrotnie zaprzeczał jednak, kiedy próbowano wskazywać teatr dokumentalny jako jedno ze źródeł inspiracji jego sztuk. W czasie spotkania w Krakowie (17 marca 2015 r., Cricoteka) wspomniał o innych, ważnych dla jego pisarstwa typach dokumentu: filmie i komiksie. Zainteresowanie tymi dwoma modelami opowiadania o zdarzeniach przekłada się na sposób opracowywania treści w dramatach. Opisywane są stany, momenty i sceny – całościowa, linearna narracja jest wówczas niemożliwa, pojawia się wiele cięć i metamorfoz.

(więcej…)

Trójkowy znak jakości – Michał Nogaś – Jeśli o tobie zapomnę…

Michał Nogaś opowiada o książce „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” >>>

Wyliczanka.eu – Marcin Wilk – Jeśli o tobie zapomnę…

Pomiędzy naszymi dłońmi 

Dziadek i wnuczka kochają się tak, jak kochać się należy. Z czułością nakłuwają się igłą. Albo rozważają o pożarze w lesie. Nie mają wiele czasu, ale te chwile, co zostały, to dla nich cała wieczność.
Wiele się czasem plecie o nadzwyczajnie czułych relacjach między dziadkami a wnukami. O wiele ciężej jest je naszkicować delikatnie, opowiedzieć adekwatnie i słusznie, bez trywializowania niczego.

Jeszcze gorzej jest z tymi wszystkimi lękami związanymi z odchodzeniem i innymi sprawami, które nie mogą nam przejść przez gardło. Tlą się one gdzieś między jednym uściskiem a drugim, między jednym dygnięciem nogi w zimnej wodzie a drugim. Jak je przechwycić bez zawłaszczania? Jak im dać życie i zarazem pozwolić umierać?

Nie miała łatwego zadania Ida Linde, szwedzka pisarka, której książka przepięknie się zaczyna już od tytułu. „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” to zbiór błysków złapanych w słowa i zdania – niczym motyle, które mocno trzepoczą skrzydłami. Przecież i tak za chwilę odfruną.

Ida Linde stworzyła aurę, w której rzeczywistość, momentami nawet nieco baśniowa (ze wszystkimi elementami tego świata: pięknymi i groźnymi), miesza się z elementami snu. Co ważne, w tym skąpana jest opowieść o czułości i bliskości.


Czytaj dalej >>> 

Bliskość i odchodzenie – Jarosław Czechowicz

„Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” – Ida Linde


To jedna z tych kameralnych opowieści – jak chociażby„Okna” Anny Arno – o naprawdę wielkich sprawach. Ida Linde wprowadza nas w niepokojący świat kilku końców, ale przede wszystkim prezentuje sceny zintensyfikowanego bycia razem. To poetycka opowieść o utracie naznaczona śladami, które zapisują się w pamięci dzięki barwom oraz zapamiętanym obrazom. O nostalgii w kolorze blue… Justyna Czechowska – tłumaczka książki – przeprowadziła nas przez świat wyobraźni chwilami naiwnej, ale za to wyobraźni totalnej. Takiej, która usiłuje zatrzymać każde odbicie rzeczywistości. Wytrzeć z niej niepokojące ciemne plamy. Pozostawić przy życiu umierających i zapisać na zawsze wspomnienia o życiu. „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” to dramat rozpaczliwego zatrzymania czasu we dwoje. Takiego, który przemija zupełnie inaczej, w swoim rytmie, niespiesznym i bliskim melancholii.Łatwo opowiadać o śmierci jako czymś nieuchronnym czy bezlitosnym. Sztuką jest stworzenie poetyckiej etiudy z okresu, w którym nazywa się wszystko zbyt wcześnie i zbyt pospiesznie, byle tylko w pamięci pozostał czas, kiedy zmienia się kształt rzeczy, myśli i uczuć.

Larsson i dziadek chcieliby może wznieść się gdzieś poza pole grawitacyjne, które każe im być dokładnie w tym miejscu, w jakim się znajdują. „Dwa samoloty, które nie potrafią wystartować”, te słowa bawią dziadka, ale też dyskretnie sugerują ułomność nie do pogodzenia. Świat istnienia tej dwójki to rzeczywistość naznaczona niepokojącymi snami na zmianę z bezsennością i wspomnieniami o tej, która już odeszła. Narratorka kompulsywnie bada ślady po zmarłej babci, utwierdzając się jednocześnie w przekonaniu, że dziadek musi być wiecznie. Odbicia babci w starej twarzy, chropowatych dłoniach, w słowach wypowiadanych powoli i z namysłem stają się obrazem osobistych pragnień. Bo przecież czas, który spędzają razem, musi zostać jakoś uwieczniony. Musi przestać się dziać, aby można było odczuć przynależność do drugiego człowieka, do miejsc przez niego naznaczonych. Linde zadaje pytanie o to, co można zrobić, aby zasłużyć sobie na bliskość. Potem tę bliskość zatrzymać i nigdy więcej nie wspominać. Bo nie ma gotowości do utraty, nie ma pogodzenia z brakiem; wciąż ma trwać zbawienny czas teraźniejszy.
Ida Linde obrazuje w sposób bardzo plastyczny. Jest w tym subtelność, która musi mierzyć się z czymś okrutnym. Pośród nazw drobnych cudów przyrody pozostaje dwoje ludzi. Ta poetycka rozprawa z odchodzeniem daje nam także kilka definicji tego, co naprawdę bliskie. Jest się zaczarowanym przez bajkowy wręcz świat wokół. Ale w świecie tym pojawiają się mrok i cienie, krew i bezradność, jest też dużo grozy stopniowanej w taki sposób, że czujemy, iż każda kolejna scena to bolesne wołanie o to, by jutro nadeszło prawdziwe, spełnione i piękniejsze od tego, co dzieje się wokół dzisiaj.

czytaj dalej >>>