Archiwa tagu: Justyna Czechowska

Księgarka na regale: Tajemnice uczuć

IMG_5461
okladka_uczucia_480x195_CMYK_front„Tajemnice uczuć” to zbiór krótkich tekstów, które stanowią niejaki pastisz encyklopedii. Encyklopedii wypełnionej uczuciami przebranymi za zwierzęta, rośliny i minerały. Wolna wyobraźnia natychmiastowo zgrała się z zamysłem autora. Czekają na was osobliwe przedstawienia Radości i Smutku, Samotności i Miłości. I od tego fińsko-szwedzki autor zaczyna swój zbiór, który znów genialnie tłumaczy dla nas Justyna Czechowska . Skosztujcie sami: „W przeciwieństwie do zwykłych Świetlików Miłość występuje wyłącznie w starych kompleksach parkowych. Najlepiej czuje się w zdziczałych ogrodach dworków, gdzie górują sękaty Dąb i Wiąz.(…) Stąd w naszym kraju Miłość występuje głównie w południowych krańcach oraz w niewielu enklawach w głębi lądu. O ile światło Świetlika produkują wyłącznie samice – w zamiarze zwabienia samców – o tyle sprawa z Miłością jest dużo bardziej skomplikowana: wabiącym światłem uwodzą zarówno samice, jak i samce. Dlatego niczym niezwykłym u Miłości nie jest to, że samce ciągną do samców, a samice do samic. Miłość nie zna granic płci, to piękne.” A nawet bardzo piękne, wzruszyłam się.
unnamed

PREMIERA: 15.06.2020 „Tajemnice uczuć”

102429955_3605979236085833_9169757380443874654_o
Peter Mickwitz
Tajemnice uczuć. Historia naturalna
Ze szwedzkiego przełożyła Justyna Czechowska
Ilustracje wykonali: Franciszek, Ignacy i PIO Kalińscy
redakcja: Eliza Kącka, korekta: Maciej Oleksy
stron: 168, okładka miękka.
Premiera: 15 Czerwca 2020
Dystrybucja: ATENEUM, AZYMUT, LIBER, MOTYLEKSIAZKOWE.PL 

Tajemnice uczuć. Historia naturalna

102429955_3605979236085833_9169757380443874654_o

okladka_uczucia_480x195_CMYK_frontPeter Mickwitz
Tajemnice uczuć. Historia naturalna
Przekład: Justyna Czechowska
Redakcja: Eliza Kącka
Ilustracje: Franciszek, Ignacy i PIO Kalińscy
Stron: 168, okładka miękka.
Premiera: 15 Czerwca 2020

Tajemnice uczuć to zbiór krótkich tekstów, w których uczucia występują pod postaciami zwierząt, roślin i minerałów. To pastisz encyklopedii, gdzie w zabawny i poważny zarazem sposób autor prezentuje najbardziej „osobliwe” fenomeny przyrody, takie jak Radość i Smutek, Samotność i Miłość. Ten tom jest jak wyszukany delikates, po który warto sięgać, by nie opuszczać krainy wyobraźni, w której przecież wszyscy tak lubimy być.

Peter Mickwitz (ur. 1964) jest fińsko-szwedzkim poetą, eseistą i tłumaczem zaangażowanym w upowszechnianie wiedzy na temat szwedzkojęzycznej literatury z Finlandii. Mickwitz jest autorem kilku tomów wierszy i prozy poetyckiej, redaktorem antologii i laureatem nagród w Finlandii i Szwecji. Mieszka w Helsinkach, gdzie w swoim przedpokoju organizuje salon literacki.

JUSTYNA CZECHOWSKA tłumaczka Idy Linde, Linn Hansén, Atheny Farrokhzad, Ebby Witt-Brattström, Tove Jansson, Agnety Pleijel i jeszcze kilku współczesnych szwedzkich pisarek i poetek, tym razem przywiozła z Visby na Gotlandii książkę napisaną przez mężczyznę, szwedzkojęzycznego Fina Petera Mickwitza. Czechowska jest  współzałożycielką Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury i współkoordynatorką Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”. Przełożony przez nią tom wierszy „Przejdź do historii” Linn Hansen uhonorowano w 2018 roku Nagrodą Wisławy Szymborskiej.

FILI-1Publikacja
powstawała
dzięki wsparciu
Finnish
Literature
Exchange

Książka dostępna w dystrybucji ogólnopolskiej:
www.ateneum.net.pl / www.motyleksiazkowe.pl / www.azymut.pl / www.liber.pl
oraz w sklepie internetowym: tylkodobreksiazki.pl

Ida Linde, „Mama mordercy” – ALEKSANDRA BYRSKA – Wizje

OriginalPhoto-596741226.999401Mamę mordercy Idy Linde z łatwością można nazwać książką o bezwarunkowej miłości matki do dziecka, o poświęceniu, o mierzeniu się z traumą. Fabuła jest dość prosta – samotna i zamknięta w sobie kobieta wychowuje przybranego syna, chłopak dojrzewa i niepokojąco się zmienia, aż pewnego dnia znika, a zamiast niego w mieszkaniu pojawia się policja. Gdy chłopak zostaje osądzony za morderstwo i zamknięty w więzieniu, jego matka rozpoczyna nowy etap życia. Macierzyństwo nie jest jednak ani głównym, ani jedynym tematem tej książki. Wbrew pozorom Henrietta, czyli tytułowa mama mordercy, nie jest w tej prozie określona wyłącznie poprzez relację z przybranym synem. Specyfika tej relacji jest raczej konsekwencją tego, kim bohaterka była już wcześniej i zapewne nie pozostało to bez wpływu na sposób wychowania jej dziecka. Mamy skłonność do postrzegania kobiet będącymi matkami wyłącznie przez pryzmat ich macierzyństwa. Okazuje się to jednak złudne, gdy bohaterka Linde stopniowo odsłania przed czytelnikiem rodzaj wyrwy w osobowości, dla której chłopiec mógł być co najwyżej lekarstwem, dodajmy od razu, że nieskutecznym.

Kim jest tytułowa bohaterka powieści Idy Linde? Cichą, samotną kobietą, pracującą w wydawnictwie i wychowującą przybranego syna, poświęcającą wszystkie siły dziecku, które wydaje się być całym jej światem. Jego dojrzewanie wytrąca bohaterkę z równowagi, a morderstwo wyłącznie pogłębia stan, w którym znalazła się już jakiś czas wcześniej. Nie wiemy o nim zbyt wiele, ale ze stopniowo odsłanianych przez narratorkę wspomnień wyłania się postać nieuleczalnie wyobcowana i depresyjna, niezdolna do nawiązywania i podtrzymywania więzi z innymi ludźmi. Dziecko pełni funkcję lekarstwa na pustkę, daje możliwość budowania relacji na własnych zasadach. Jednak gdy syn wchodzi w proces zyskiwania podmiotowości, matka nie może już go postrzegać jako części siebie. Zostaje więc zepchnięta w radykalną samotność, którą w powieści symbolizują zamknięte drzwi do pokoju chłopca, oddzielające ją od dawnego poczucia wspólnoty i wiedzy o tym, jakim stał się człowiekiem. Nagłemu poczuciu wyobcowania towarzyszy powrót lęku – tym razem zwielokrotnionego, bo odczuwanego przez oboje. Lęku przed światem czy przed sobą nawzajem – tego nie wiemy, ale gdy chłopiec zaczyna miewać brutalne koszmary, cały strach matki koncentruje się właśnie w nim. Dochodzi do paradoksu: kobieta obawia się obcości chłopca, który jest adoptowany i może nosić w sobie nieznane jej obciążenia, ale równocześnie jest przekonana, że syn został przez nią zarażony koszmarami sennymi, zakłada więc, że to ona skaziła go niepokojem. Jedno i drugie budzi w niej przerażenie, którego nie umie ukryć przed dzieckiem. Kolejne sytuacje, takie jak nieuzasadniona panika związana ze zgubionym nożem, sprawiają, że chłopak uświadamia sobie, że matka dopuszcza możliwość agresji z jego strony. Coraz więcej między nimi nieufności, kobieta biernie obserwuje, jak nastolatek wymyka się jej z rąk, odsuwa ją jak niepotrzebny mebel.

cropped-sygnet-trans-80x80

czytaj całość >>>

TRADO – Svetlana Cârstean, Athena Farrokhzad, Justyna Czechowska, Joanna Kornaś-Warwas

1-6

okladka_450x210_DRUKSvetlana Cârstean, Athena Farrokhzad
TRADO
Przekład: Justyna Czechowska, Joanna Kornaś-Warwas
Premiera: czerwiec 2019
Oprawa miękka, stron 160
ISBN: 978-83-63056-58-2
cena okładkowa: 36 zł

koszykkupuj na: www.tylkodobreksiazki.pl

Svetlana Cârstean i Athena Farrokhzad poznały się w trakcie warsztatów tłumaczeniowych w 2012 roku. W wyniku tego spotkania poetki przetłumaczyły nawzajem swoje debiutanckie książki, „Kwiaty z imadła” na szwedzki i „Cykl biały” na rumuński, nie znając języków wyjściowych. TRADO jest kontynuacją ich współpracy. Oryginał staje się tu konsekwencją przekładu, w wierszu o dziedziczeniu, zdradzie i miłości, gdzie mieszają się dwa głosy, zamieniają się miejscami. TRADO składa się z trzech cykli, dwóch poetyckich i jednego eseju, które wspólnie tworzą wyjątkowe dzieło.

„Tłumaczyć – pisać – kochać – zdradzać – tłumaczyć. Niezwykły esej dwóch poetek w
niezwykłym przekładzie dwóch tłumaczek krąży wokół tych słów, łączy je i rozdziela w tańcu myśli i ciał. Praktyka tłumaczeniowa nie jest dla czterech autorek tego pięknego tekstu zdobywczą wyprawą na nowe terytoria, nie jest budowaniem mostów, a tym bardziej intelektualną operacją szukania ekwiwalentów. Tłumaczenie jest pisaniem, miłością, zdradą. Nie stanowi metafory życia, lecz jest życiem, w jego nieoczywistości, pięknie, w cielesności. Rozgrywa się między ludźmi, w intymnym spotkaniu. TRADO to doświadczenie – we wszystkich sensach tego słowa.”
MAGDA HEYDEL

Książka dostępna w dystrybucji ogólnopolskiej:
www.ateneum.net.pl / www.motyleksiazkowe.pl / www.azymut.pl / www.dictum.pl
oraz w sklepie internetowym: tylkodobreksiazki.pl
(więcej…)

Mama mordercy – Michał Nogaś

mamamordercy_OKLADKA_480x195
„Mama mordercy” Ida Linde, przeł. Justyna Czechowska, Lokator, Kraków

Szwedzka pisarka zdążyła już przyzwyczaić czytelników do tego, że porusza w swoich książkach tematy najtrudniejsze. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej powieści „Mama mordercy”. Jej bohaterka, Henrietta, samotnie wychowująca dorastającego chłopca, sekretarz redakcji jednego z wydawnictw naukowych, dowiaduje się, że najbliższa jej osoba popełniła zbrodnię. Przegapiła sygnały nadchodzącej tragedii? Przyszło jej do głowy, jaką tajemnicę nosi w sobie chłopak? Przenikliwy i przejmujący zapis samotności kobiety, która wszystko, co najważniejsze, podporządkowała byciu matką. Od lat przygotowująca się do życia w pojedynkę (chłopiec wyfrunie z gniazda) nie umie pogodzić się z nową sytuacją. Rytm dnia podporządkowuje wizytom w więzieniu, odcina się od znajomych, w biurze pracuje nocą. Z trwającego miesiącami letargu wyrywa ją przypadkowe spotkanie. Do świata Henrietty wkracza Grace, również mama mordercy. Od tej chwili dawny świat legnie w gruzach. A bohaterka Linde znów poczuje „gazowaną krew, którą potrafi obudzić tylko skóra drugiego człowieka”. Ta niewielka powieść to najlepsze dotąd dzieło szwedzkiej autorki. W wielu momentach rozrywa serce.

TRADO – PREMIERA 8.06.2019

okladka_450x210_DRUK

„Perforacja smutku”, czyli „Mama mordercy” i proza Idy Linde

mamamordercy_OKLADKA_480x195[…] Nie chciałabym do tego typu prozy używać określenia „thriller”, ale to w jaki sposób Linde konstruuje fabułę trzyma czytelnika w trzeźwym napięciu. Skupia całą uwagę, pochłania, zapętla. Może właśnie to, co przeraża najbardziej to próba uniwersalnego pojęcia tematu. Każdy i każda może zostać mamą mordercy. Ten gnijący i rozpadający się obraz kobiety, której cały świat kręcił się wokół jej „chłopca” za chwilę runie, a my zerkniemy na, momentami wręcz niezręczne, chwile tego upadku rodzica. Potem fabuła staje się jeszcze bardziej niepokojąca. Podczas regularnych wizyt u chłopca w więzieniu, Henrietta poznaje Grace, mamę innego mordercy. Od tej pory połączy je uzależniająca psychicznie, intymna relacja. Będą szarpać się w poszukiwaniu własnych przewinień, omenów nadchodzącego zła, które mogło im umknąć. Możliwie, że to ta niejasna, przekraczająca granice, relacja łącząca ze sobą dwie matki jest najbardziej absorbującą w tej książce. Zapętlenie kłamstw, własnych kreacji, pozostawia mnóstwo miejsca na własne interpretacje czytelnika. To jak rzucenie monetą, która nie chce przestać się kręcić, nie wiesz na co wypadnie, co tu jest prawdą, a co kreacją.

Idy Linde nie da się pomylić z nikim innym. Jej pozorna oszczędność w słowach to w istocie proza poetycka najwyższej próby. Jej zdania mieszczą się pomiędzy ledwo odczuwalną czułością a brutalnością chirurgicznej prawdy. Jeśli poprzednie dzieła i ich sens komuś umykały, warto zajrzeć tam jeszcze raz i odnaleźć to wyważenie, ten język, który ponownie tak wybitnie przełożyła na język polski Justyna Czechowska w „Mamie mordercy”.

Skuliłam się na dywanie, w nocy naciągnęłam na siebie brązowy płaszcz niczym kołdrę. Gdy się obudziłam, całą twarz miałam w piasku, czarne kamyczki zatopiły się w policzku, wyjęłam je, zostały maleńkie dziurki. Perforacja smutku.

21372538_276883416049924_218569167706521600_aczytaj całość >>>

Jarosław Czechowicz – Krytycznym okiem – Mama Mordercy

mamamordercy_OKLADKA_480x195
Bardzo rzadko odnoszę się do oprawy graficznej omawianej książki, ale najnowsza powieść Idy Linde – w pewnym stopniu odmienna od pozostałych – doczekała się prawdziwego dzieła sztuki, albowiem jej okładka za pomocą czerni i czerwieni nie tylko trafnie symbolizuje problematykę powieści, lecz jest po prostu piękną rzeczą. I taką książkę chciałoby się mieć na półce. Artystyczna oprawa zapowiada także znakomitą treść. „Mama mordercy”, jak już zaznaczyłem, jest nieco inną powieścią szwedzkiej pisarki. Wyróżnia ją to, że ma bardzo linearną akcję, zawiera niewiele retrospekcji, a znana już z poprzednich dokonań Linde poetycka wieloznaczność nieco skrywa się tu w tle, bo to dość mroczna narracja zawierająca elementy powieści kryminalnej. Mrok oczywiście nie jest dosłowny i Linde jak zawsze potrafi obiekt swojego opisu doskonale zniuansować, niemniej przy lekturze tej książki częściej zadajemy sobie oczywiste pytania związane z rozwojem fabuły, niż wchodzimy w rejestr poetyckich metafor obrazujących kondycję emocjonalną przeżywającej dramat kobiety, która swą tożsamość oparła na przynależnościach. Tracąc jedną z nich, rozpaczliwie usiłuje znaleźć kolejną. „Mama mordercy” to doskonała historia o tym, że przynależymy do siebie tylko poprzez podobieństwa. Ale to także intrygująca fantazja o trudnym macierzyństwie odbiegająca od przesłania „Poleciały w kosmos” i obrazująca matczyny dramat w zupełnie innych kontekstach.

Henrietta swojemu chłopcu podporządkowała życie. Odrzuciła wszystkie jego przejawy i aktywności. Poza pracą, która daje utrzymanie. Ale bohaterka jest przede wszystkim projekcją marzeń o wspaniałym życiu syna, który niepostrzeżenie wymyka się jej troskliwości i przestaje być słodką istotą, której oddechy liczy się z czułością i dla której jest się gotowym do największych poświęceń. Poświęcić można także swoją potrzebę szczęścia i samozadowolenia. Bo Henrietta jest swoim chłopcem – to on nadaje kształt jej życiu i tylko dzięki niemu nie przygląda się narastającej samotności, która dopada ją wielopłaszczyznowo, tworząc klaustrofobiczną atmosferę życia wyłącznie dla kogoś, bez potrzeby kontaktu ze światem oraz innymi ludźmi.

czytaj całość >>>

images

Stuletnia wojna trzydziestoletnia – Łukasz Drewniak

banerFB1200x900
Teatr Łaźnia Nowa, Ebba Witt-Brattström Miłosna wojna stulecia,
na podstawie tłumaczenia Justyny Czechowskiej.
reżyseria: Eva Rysova, scenografia: Justyna Elminowska, choreografia: Cezary Tomaszewski.
[…]
Książka Miłosna wojna stulecia Ebby Witt-Brattström wyszła bodaj w lipcu nakładem krakowskiego Lokatora, tłumaczyła ze szwedzkiego Justyna Czechowska. Jak się dowiedziałem, że robią to w Łaźni, miałem wątpliwości, czy to w ogóle nadaje się na scenę. Smaczek środowiskowy w Szwecji był pewnie kluczowy w jego recepcji, bo w tle majaczył rozwód autorki – feministki, profesorki literatury, z mężem – bardzo wpływowym członkiem Komitetu Noblowskiego. Przekładając to na polskie realia – oto Agata Bielik-Robson pisze o rozstaniu z Cezarym Michalskim, a Teatr Powszechny robi z tego teatralno-hashtagowy show. Na szczęcie realizatorzy krakowskiej premiery nie szukali polskich odpowiedników bohaterów tego poematu w formie dialogowej, nie myśleli o nim jako o odprysku akcji #MeToo. Eva Rysova nie chciała iść na wojnę ze społeczeństwem, nie dowaliła mocno ani mężczyznom, ani kobietom. Jej unik, a właściwie pogłębienie problemu, polega na przeniesieniu sprawy w świat sztuki.

czytaj całość >>>